w tym serwisie
Szukaj w polskim internecie
  Ustanow jako startową Dodaj do ulubionych Napisz do mnie

   
 

news
grupa
galeria
dyskografia
videografia
noodles-journalist
koncerty
inwencje
teksty
tłumaczenia
wywiady
multimedia
download
linki
autorka

ksiega gosci

 
   
 

czat


 

jesteś:

osobą na stronie

   
   

Zagłosuj

   
  Zagłosuj na stronkę w The Offspring Polish Top Sites  
   
 

Jeśli możesz oczywiście :)

 
 

HISTORIA GRUPY

   
 

Rewolucja punkowa zaczęła się na dobre w 1977 roku w Londynie. Działająca tam kapela Sex Pistols nieźle namieszała na rynku muzycznym dzięki agresywnemu brzmieniu i... hmm... troszkę niedbałym wizerunkiem :)). Skandal wywołały "Anarchy In The U.K." oraz "God Save The Queen". Co do tego ostatniego - zważywszy na to, że nawet w Hyde Parku nie można mówić nic o królowej - można go uznać za skandaliczny, obrazoburczy i... kultowy :))). Mimo bojkotu ze strony radia i TV.


W tym samym czasie w USA podobne zamieszanie wywoływał zespół The Ramones. Tak jak w przypadku Sex Pistols, również surowe kawałki wykonywane przez Ramonesów swą długością raczej nie przekraczały trzech minut, a oparte były zaledwie na trzech akordach. Z kolei z punkowych tekstów aż zionęło złością i pogardą wobec wszelkich przejawów "zatęchłej kultury drobnomieszczańskiej". Swój protest punkowcy kierowali przeciwko zakłamaniu polityków i ogólnie przyjętym zasadom życia w społeczeństwie. Przesłanie płynące z kawałków takich grup jak Sex Pistols, The Ramones, The Clash, The Stranglers trafiało na podatny grunt. W ciągu kilku miesięcy punk stał się filozofią życiową całego pokolenia. Punkowcy farbowali włosy, robili irokeza, nosili kolczyki, uważali się za przegrane pokolenie i bezczynnie wałęsali po ulicach. Ich hasłem przewodnim było "no future" - czyli "bez przyszłości".


Orange County... Taka tam mała mieścina na przedmieściach LA... W dodatku cholernie konserwatywna i, co dużo gadać, potwornie jednostajna.

A mimo wszystko właśnie tu pewni młodzieńcy z szacownych rodzin ( Bryan Holland i Greg Kriesel) założyli grupę punkową i stali się namiastką The Offspring.

Na początku traktowali muzykowanie wyłącznie jako hobby. Zajęci szkołą, sportem (szczególnie baseballem) mieli na nią mało czasu. Pierwsze "niezależne" nagrania podrzucił Hollandowi jego starszy brat. Najbardziej przypadły mu do gustu grupy rodzimej sceny - T.S.O.L. i Addescents. Niedługo potem następne: The Ramones, Dead Kennedys, Black Flag. A to w końcu jest TO :)).


Któregoś pięknego dnia 1983 roku Dexter z kolegą zawitał w Wilmington, przemysłowej części LA, by posłuchać na żywo kilku punkowych kapel, między innymi Dead Kennedys. Tego rodzaju imprezy cieszyły się też dużą popularnością u funkcjonariuszy L.A.P.D. - Policja postanowiła otoczyć budynek, na wszelki wypadek, jakby co - wspomina Holland. To oczywiście tylko podkręcało sytuację. Nagle ktoś zaczął rozwalać szyby w oknach hali. Policja wkroczyła do akcji akurat w samym środku występu Dead Kennedys. Przez rozbite okna wrzucała na salę gaz łzawiący i przystąpiła do szturmu.


Dexter przyznaje, że był wówczas strasznym naiwniakiem. Myślał sobie, że skoro on nic złego nie zrobił, to i policja nie będzie się go czepiać. Wpadł nawet na wspaniały pomysł, by udać się w kierunku gazu łzawiącego - przyszły lider Offspring był po prostu ciekawy, jak ta substancja pachnie i działa. Efekt tego doświadczenia niezbyt mu przypadł do gustu, a na dodatek Dexter zaliczył jeszcze kilka solidnych ciosów policyjną pałą.


Wrażenia z koncertu Dead Kennedys były jednym z istotniejszych powodów, dla których rok później Bryan "Dexter" Holland, jego szkolny kolega Greg Kriesel i jeszcze dwóch innych muzyków założyło zespół Manic Subsidal.


Personalia gitarzysty i bębniarza to jeden wielki '?', ale faktem jest, że to oni ustąpili miejsca Kevinowi Wassermanowi ( aka Noodles ) oraz Ronowi Welty'emu...

Ten pierwszy był bardzo cennym nabytkiem zespołu, ponieważ jako osoba pełnoletnia dawał kapeli przepustkę do krainy piwem płynącej :)). Natomiast pan W. dołączał do zespołu stopniowo.


Noodles z początku nie mógł się nadziwić, że ktoś taki jak Dexter może grać w punkowej kapeli. Łagodne oblicze, przyjazne usposobienie i opinia kujona - szkołę średnią skończył z wyróżnieniem.Coś mi tu nie pasowało - mówi Noodles.Świetnie się uczył, szczególnie dobry był z matmy. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem go z ufarbowanymi włosami ubranego w jakieś pojechane ciuchy byłem przerażony. Co ty wyrabiasz?! - pytałem. Ale w sumie mi się to podobało, mimo iż widziałem dla niego nieco inne miejsce w społeczeństwie. Później miało się okazać, że nawet podczas największych sukcesów Offspring, Dexter znalazł czas na zrobienie doktoratu z mikrobiologii... Podobnie ambitny był Greg, który dorobił się w końcu tytułu magistra finansów i bankowości. Ron Welty został zaś wykwalifikowanym elektronikiem i mógł się pochwalić równolegle zdobywanym szlifem muzycznym w innej kapeli - Spinning Fish.


Próby niedoszłych dum rodzin odbywały się w domu rodzicielki Grega, wspieranej tonami waty w uszach :))). Do domu zwalało się średnio 20 ludzi, więc śmiało można uznać panią Kriesel za anioła.


Skład, w którym do dzisiaj gra The Offspring wyłonił się dość szybko, natomiast nowa nazwa kapeli pojawiła się dopiero przed debiutem fonograficznym - w 1987 roku światło dzienne ujrzał winylowy singiel I`ll be waiting / Blackball, wydany przez firmę Black Label Records. Wybór wydawcy był wyrazem pewnej desperacji - nikt inny nie okazał zainteresowania nagraniami The Offspring. A w Black Label artyści płacą za dystrybucję swoich albumów... Niestety chłopaków nie było już stać na sfinansowanie sklejenia okładek, w związku z czym sami zajęli się tą mozolną czynnością. Sprzedanie jednego tysiąca egzemplarzy I`ll be waiting zajęło im 2,5 roku. Teraz singiel nabrał oczywiście znacznej wartości, bo zawiera pierwsze i niezwykle rzadkie nagrania płytowe.


Nie owijajmy w bawełnę - pierwsza płyta zrobiła klapę, praktycznie podzielając los singla. Album The Offspring wznowiono dopiero w Nitro ( wytwórnia Dextera ) na fali sukcesów Smash'a.


Kolejnym fonograficznym posunięciem był wydany - również przez Nemesis Records - maksisingiel Baghdad z 1991 roku. Znalazły się na nim cztery utwory: Get it right, Hey Joe tytułowy i The Blurb. . Niski nakład (3 000) znów wynikał z małego zainteresowania zespołem, a nie z chęci wypuszczania na rynek kolekcjonerskich winylowych rarytasów. Jednak to na tę płytkę uwagę zwrócił szef Epitaphu, były gitarzysta Bad Religion, Brett Gurewitz. Do tej pory granie było dla nas jedynie zabawą, rodzajem hobby - mówi Holland. Cały czas mieliśmy świadomość, że jesteśmy tylko grupą dzieciaków. Dopiero gdy podpisaliśmy kontrakt z Epitaph, przyszła myśl: "Rany, czyli jednak możemy być trochę lepsi niż wcześniej". Epitaph sprzedaje mniej więcej po 10 000 egzemplarzy każdego swojego tytułu, bez względu na to kto go nagrał. Myśleliśmy: "Boże, to niesamowite". Tak, byliśmy naprawdę uszczęśliwieni.


Kolejny krok do przodu, w październiku 1992 roku trafił na rynek album Ignition i znów muzyka Offspring nie spotkała się ze specjalnym zainteresowaniem. Widocznie punk, mimo że skoligacony z grunge`em nie sprzedawał się w tamtym czasie zbyt dobrze. Grunt, że opieka ze strony Epitaph doprowadziła wreszcie do zorganizowania pierwszej w historii grupy poważnej trasy koncertowej. No - może serii koncertów dawanych w niezbyt wielkich odstępach czasu. Rozpoczęła się oczywiście w Kalifornii, występem w Ista Vista 12 lutego 1993 roku. Dzięki czterdziestu koncertom zagranym tego roku, zespół zwiedził sporą część USA, występując między innymi wspólnie z NOFX, Lunachicks i Iceburn. Powoli budował sobie renomę kapeli znakomicie grającej na żywo - czad, buzująca energia i trochę poczucia humoru. W dodatku muzyka The Offspring oferowała pewien sympatyczny kompromis między obłędnym nawalaniem a chwytliwymi melodiami Punk to taki rodzaj muzyki, który się musi zmagać z wieloma problemami - mówił Holland. Grozi mu, że będzie monotonny. Wiele kapel po prostu się wydziera, nie umie pisać porządnych kawałków. Uwielbiałem surową energię punk rocka, ale jednocześnie zależało mi na prawdziwym komponowaniu. Chciałem połączyć te dwie rzeczy. Coś takiego w pełni udało się Dexterowi i kolegom dopiero na trzecim albumie, wydanym w 1994 roku Smash. Ale chyba nikt się nie spodziewał, że efekt będzie tak piorunujący. Rekiny z wielkich koncernów fonograficznych łapały się za swoje serducha, obserwując jak szybko rośnie liczba sprzedanych egzemplarzy Smash, jak płyta wspina się na czwarte miejsce listy bestsellerów. W samych Stanach Zjednoczonych dość sprawnie rozszedł się milionowy nakład. Już na początku 1995 roku pękły 3 miliony. Z czasem milionów będzie jeszcze więcej - bo Wielka Brytania i reszta świata żywo zainteresowała się nowym amerykańskim wynalazkiem. Co takiego zrobił ten zespół? Nagrał znakomite, nośne numery z Come out and play (keep`em separated) i Self Esteemna czele. I miał dużego farta.


Come out and play bardzo przypadł do gustu szefom repertuarowym kilku rozgłośni radiowych. W czasie gdy nagrywaliśmy ten numer, myśl o tym, że będzie nas słychać w radiu, nawet nam nie zaświtała w głowach - mówi Dexter. Dla nas była to rzecz totalnie niewykonalna. Zwłaszcza, ze taka firma jak Epitaph nie nosi w tylnej kieszeni milionów dolarów przeznaczonych na promocję singli.


Swoje zrobiła też zaskakująca przychylność ze strony MTV. Nie trzeba było długo czekać, by zdarzyło się coś jeszcze bardziej dziwnego - Come out and play stał się hymnem piłkarskich stadionów i hal hokejowych, trafił nawet do futbolowej gry komputerowej, chociaż tekst niby dotyczy gangów młodzieżowych. Czyli co, zdrada, sprzedali się. A jednak nawet ortodoksyjne punkowe ziny - np. "Flipside" - popierały Offspring w całej rozciągłości. Holland w wywiadach z czasów Smash wypowiadał się w taki sposób:

Nagraliśmy tę płytę, żeby wkurzyć ludzi. Rodziców bardzo łatwo wkurzyć, więc to zawsze będzie dla nas duża zabawa. Zrobiliśmy ten album, żeby podrażnić konserwatywną Amerykę. Cała ta kultura, religijna prawica jest pełna gówna. Na końcu naszej listy znajdują się ludzie z wielkich firm płytowych. "Smash" to jedno wielkie "fuck you" w kierunku korporacyjnej machiny. To nie znaczy, że będę bił każdego pracownika, który mi się nawinie. Chodzi o to, że jesteśmy zadowoleni z miejsca w jakim się znajdujemy, i na razie nie interesuje nas współpraca z dużymi koncernami.


Po sukcesie Smash'a grupa ruszyła na dłuuugą ( prawie 3-letnią ) trasę koncertową oraz wykrakała sobie problemy z Epitaph'em, czego owocem była współpraca z Columbią. Dopiero 24.06.96 weszli do studia, by 04.02.97 wydać Ixnay On The Hombre. Krytyka była zachwycana, a ludzie... hmm... troszkę mniej... Zewsząd słychać było "Komercja, komercja, KOMERCJA !!!". Ale po co mamy TV ?? Single zostały wypromowane, a Ixnay doczekał się multiplatyny. W międzyczasie Dexter wygłosił kultowe zdanie "Nie taki koncern straszny" i zabrał się za pisanie textów do Americany.

W tym czasie rozkwitała korespondencyjna przyjaźń pomiędzy Jello Biafarą, a Dexterem, dzięki czemu powstało FSU - fundacja charytatywna.

Dla niezorientowanych FSU nie oznacza 'Fuck Shit Up' jak walnął kiedyś Bryan, tylko Freedom Starts Underground.


Cały pomysł fundacji charytatywnej wyszedł od Jello - mówi Dexter. My i każdy inny zespół może ją wspomagać finansowo. Fundusze będą przeznaczone na różne doraźne cele, które uznamy za ważne, nie zamierzamy gromadzić kasy w imię jakiejś jednej, konkretnej sprawy. Chodzi o to, by pokazać, że kapelom rockowym zależy na losach potrzebujących ludzi.


Pierwsza impreza pod hasłem FSU odbyła się 30 czerwca 1997 w San Bernardino Arena, sali niewielkiej, na około 4 000 osób. Obok Offspring zagrali Too Many Humans, F- i The Joykiller. Podczas występu Dexter przedstawił publiczność Jello Biafrę i obaj nawijali przez chwilę o FSU i o wykorzystaniu zebranych na koncercie pieniędzy. Później Biafra wykonał kilka numerów wspomagany przez The Offspring.


Noodles, który przecież siłą rzeczy ma swój wkład w FSU, postanowił dodatkowo wykazać się własną inicjatywą, wspierając działania ekologicznej organizacji MOM. Offspring miał udział w powstaniu składanki MOM2, na którą Noodles wybrał mniej znany wówczas numer - Dirty Magic, z płyty Ignition.


Kolejne światowe tournee skończyło się w grudniu 1997 i zespół wziął sobie sześć miesięcy wolnego. Święta spędzili w domu. Z wakacjami jednak nie dramatyzowali długo, bo powoli przymierzali się do komponowania utworów na piąty album. W dodatku na wiosnę zaangażowali się w pierwszą w karierze przygodę z filmem. Spędzili trzy dni na planie horror - komedii Idle Hands, w reżyserii Rodmana Flendera. Offspring wcielił się w rolę zespołu przygrywającego na szkolnej potańcówie. Zaraz potem rozpętała się piekielna afera, w związku z czym... Zanim zostaję zabity, wypowiadam tylko jedną kwestię - mówi Holland. Przed zdjęciami muzycy nagrali dwa numery, które można usłyszeć w filmie - przeróbkę I Wanna Be Sedated Ramones i nową wersję ich własnego utworu - Beheaded.


Wakacjami trudno też nazwać występy na kilku dużych imprezach pod koniec kwietnia - w Stanach, Portugalii i Hiszpanii. Wreszcie w czerwcu znaleźli się tam, gdzie powinni, czyli w studiu. Z tym samym, co przy okazji nagrywania Ixnay On The Hombre (El Dorado Studios w Burbank, Kalifornia) producentem Dave`em Jerdenem. Materiał na drugi album wydany w barwach Columbii był gotowy na początku września 1998. Premierę Americany wyznaczono na 17 listopada. W tym samym czasie ruszyła też następna światowa trasa, chociaż do końca roku Offspring nie przekroczył z nią granic swojej ojczyzny. Za to od początku 1999 przyszturmował Europę, grając między innymi koncert w warszawskiej Stodole 28 stycznia.


Nie sprawdziły się przepowiednie malkontentów pozbawiających Offspring szans na rozwój. Również w naszym skromnym kraju obserwujemy sporą popularność amerykańskiej kapeli, choć po fali nowego punku, Offspring pozostał sam na placu boju.


Americana przyniosła kilka offspringowych eksperymentów, Dexter nawet straszył dziennikarzy przed premierą, że będzie to album elektroniczny, a Offspring zacznie wstawiać na scenę tony komputerów. Wreszcie spoważniał i rzekł Chcemy robić jak najlepszą muzykę, przeskoczyć nasze wcześniejsze dokonania. Nawet nie próbuję zgadywać, jak na to zareaguje publiczność.


Okładka piątego albumu grupy przykuwa uwagę komiksowymi rysunkami o dość kontrowersyjnej treści - chłopczyk z pistoletem, dziewczyna z bejsbolem, telewizja, pornografia, narkotyki, Clinton. W ten sposób Frank Kozik, na co dzień projektant plakatów, postanowił skomentować teksty Hollanda. Sam Dexter przekaz streszcza następująco: Jeżeli w latach pięćdziesiątych Ameryka to były grille w ogródkach, wielkie samochody i spokojne życie na przedmieściach, to teraz Ameryka jest jak parada wybryków natury. Chcę powiedzieć, że życie przeciętnego Amerykanina nie jest takie przeciętne.


Najnowsza płyta grupy Conspiracy of one ukazała się 14 listopada 2000 roku. Zapoczątkował ją singiel Orginal Prankster, a w lutym ukazał się kolejny - Want you bad. I tym razem Offspring zadziwia nas niesamowitym, innym, a jednocześnie tak swojskim i przyjemnym brzmieniem. Grupa rozpoczęła już trasę koncertową, 24 marca występowała w Japonii, a 18 czerwca zagrała dla polskiej publiczności w katowickim Spodku.



Opracowanie tekstu: annstuff & Asia

 
   
  do góry  
 

   
 

Bryan Holland

Gregory Kriesel

Kevin Wasserman

Ron Welty