w tym serwisie
Szukaj w polskim internecie
  Ustanow jako startową Dodaj do ulubionych Napisz do mnie

   
 

news
grupa
galeria
dyskografia
videografia
noodles-journalist
koncerty
inwencje
teksty
tłumaczenia
wywiady
multimedia
download
linki
autorka

ksiega gosci

 
   
 

czat


 

jesteś:

osobą na stronie

   
   

Zagłosuj

   
  Zagłosuj na stronkę w The Offspring Polish Top Sites  
   
 

Jeśli możesz oczywiście :)

 
 

WYWIADY

   
 

15) Dexter on songs - "Conspiracy of One"
Dexter o "Conspiracy Of One"


We Told You So. 

Hey everybody, I know I haven't written a Dexter On The Songs for a while - I'm gonna' have to try to make more of an effort on that front. Sometimes songs seem kind of self-explanatory so it seems retarded to write a synopsis about it. So maybe I'll try to think of a different angle, like where I was when I wrote it, or what I was thinking about at the time. So I don't always just pump these things out, I try to be inspired to write one. Because, you see, it's about quality, not quantity. I'm an artist dammit! 

Okay, so this one's gonna be about the song Conspiracy of One. Conspiracy of One was the last song written for our last album. We wanted to have another really fast, punk type song on the record, because even though that's not what most people hear on the radio, it's an important part of who we are as a band. So I wrote the music and was trying to think of a subject to write about. We were in the studio making the record at the time and I remember one day the band and Brendan (O'Brien, the producer) were talking about nuclear war or something. I know, nice topic, huh. (I mean, when you're in the studio, the conversation can get a little strange. Just ask Noodles about our last album's tentative title, Dirty Sanchez). Well, this was the point of our little talk: a generation or ago, our parents and our country feared attack or even nuclear armageddon, but that attack would have come from the Soviet Union because it was the time of the cold war and all that. Nowadays, however, an attack would be more likely to come from an individual or small group, and that idea was actually much more frightening, because you don't know where of whom it's coming from. 

I thought about that conversation for a couple days. I thought about how it must have been during the cold war. I mean, during the 50's, 60's, and 70's, you had nuclear buildups, the Cuban Missile Crisis, and a lot of tension, and I believe that that was pretty frightening. Today we don't have that threat from another nation. But we do have that threat from others - if you haven't noticed, we're not the most popular people in a lot of the Middle East. We also hear horror stories such as how Russia 'lost' a half a dozen suitcase-sized nuclear bombs and no one knows who got their hands on them. 

So the idea that we as a country face much of that same danger today, but actually in a much scarier way, made an impression on me. I decided to write the lyrics to the song about it. That's what Conspiracy of One means, that the threat or danger that we face comes not from a whole nation but from one crazy individual. 

I was also feeling particularly artistic about this one, so you'll notice if you look in the CD booklet that on the page for this song there are a couple of cryptic pictures with a little caption underneath. I wasn't going to explain these, because I think some things should be left to everyone's own interpretation. I also feel a little bit like a guy explaining how a card trick works! But, what the hell, since you guys are cool, I'll give it up. 

The first picture starts off with "Ah, the good old days." That's supposed to show that this is how things were a long time ago. The picture shows two giants connected by a rope to their innards, and a caption that says, "Two men, from opposite sides, bound together by a siamese ripcord tethered to their souls. Who will pull first, knowing that it will destroy them both?" And that's how it was, the giants are the two superpowers, the U.S. and the U.S.S.R. The picture and caption means that if one had attacked the other, then there would have been mutual destruction, because both nations had enough bombs to wipe out the earth ten times over or some crazy number like that. 

The second picture represents the situation today. The caption says "One man, from opposite sides, struggles to keep the dangling ripcord from the reach of a little man who does not hesitate to pull, knowing that the falling carcass will destroy them both." In this picture, the giant is the U.S. and the little man represents a terrorist. It also shows the suicidal nature of terrorists today, that he doesn't hesitate to destroy himself in order to destroy his enemy. It's insanity, I know, but we were trying to show things the way they are. 

Our album came out November 14, 2000. We could have never predicted that the threat that we wrote about in that song and album title would be borne out the way that it was the following September. 

Dexter 

 

16) Coś z angielskiej edycji Metal Hammera
jak wyżej :)


 

No dobra więc ja i Dexter Holland, frontman The Offspring a poza tym szeroko uśmiechnięty, łebski facet, siedzimy sobie w sobotę rano, w barze luksusowego hotelu i siorbiemy kawę, ponieważ obaj potrzebujemy czegoś na podłego kaca (jego kac to wspomnienie po imprezce na MTV Europe Awards, gdzie pił z Eminem'em, a mój został zarobiony a mój na lokalnej nocy "trzy strzały za funta" - różne światy a ból ten sam), kiedy coś blond zamigotało po naszej lewej stronie. Przesunęło się koło nas rozsiewając niezaprzeczalny urok , potem leniwie powędrowało do baru, zamówiło wodę mineralną i zatrzymało się w oddali, lekko zasłonięte przez kolumnę ale absolutnie nie do pomylenia z czymś innym. O cholera czy to możliwe? Tak to BLONDIE!!

"Nie mylisz się" potwierdza podobnie oszołomiony Dexter "To ona!"

Wyobraźcie to sobie: Debbie Harry, najbardziej błyskotliwa postać w muzyce pop, oddychała tym samym powietrzem co my i siedziała dosłownie parę kroków od nas. Musiałem się odważyć. Taka szansa trafia się raz w życiu.

"No dalej, zrób to człowieku" popędza mnie Dexter " Idź i poproś ją o autograf. Jestem pewien, że nie będzie miała nic przeciwko."

Czy ty k*** żartujesz? To najbardziej niedostępna księżniczka popu! Ona nienawidzi zainteresowania.

"No co ty, człowieku. Będzie zachwycona. Po prostu podejdź i powiedz, że jesteś jej największym fanem. Włam się do jej "Serca z Lodu" i wtedy będzie musiała ci podpisać się gdziekolwiek, żeby się tylko ciebie pozbyć."

Dobra, dobra. Zrobię to.

"No dalej. Mniej gadania więcej roboty!" śmieje się Dexter

Więc powlokłem się i wyksztusiłem pytanie. Rzuciła mi spojrzenie mówiące mi, że jest z tych lepszych niż ja; takiego właśnie spojrzenia pragnąłem, takiego spojrzenia potrzebowałem. Dopiąwszy swego (ona bazgrze jak dyplomowany lekarz), wróciłem do Dextera, szczerzącego zęby w podziwie.

"To jest cool. Widzisz" mówi wskazując w kierunku srebrnej grzywy pani Harry "To jest gwiazda. To właśnie jest bycie gwiazdą. Nigdy tego nie spróbowałem."

Biorąc pod uwagę, że te słowa pochodzą od faceta, który właśnie zgarnął nagrodę MTV Europe dla najlepszego zespołu rockowego i sprzedał ponad 20 milionów albumów na świecie, trudno w to uwierzyć.

"Ale czasami mam takie momenty" zwierza się pochylając się "Czasami na scenie, albo w czasie wywiadu, albo na trasie, albo w telewizji, albo robiąc którąkolwiek z tych rzeczy, które zespoły robią, czasami myślę 'Co do cholery się stało? Jak u diabła się tu znalazłem? Takie chwile są na przemian najbardziej dziwaczne i najpiękniejsze w życiu. Czasami jesteś w innym kraju, 500 mil od miejsca, w którym wyrosłeś i mieszkasz, a przed tobą jest parę tysięcy ludzi, którzy znają każde słowo z tych piosenek, które napisałeś w swojej kuchni. Tak jak tutaj, jestem w hotelu, a Debbie Harry siedzi tuż obok i to jest normalne. Ostatniej nocy Grałem przed milionami telewidzów i mogłem zobaczyć Micka Jagger'a, Micka pieprzonego Jagger'a, wśród publiczności, kiwającego głową. Śpiewam te piosenki myśląc 'Bono ogląda ciebie w tej właśnie chwili' Jak to może mieć sens. Jak można zachować zdrowe zmysły?"

Ja bym nie zachował.

"Czasami miałem wątpliwości co do siebie. Potem zrozumiałem, że nie jestem gwiazdą, jestem po prostu małym, szczęśliwym punkiem z Orange County, który gra w zespole. Więc super. Opłaca się."

Jeszcze jak.

To jest zawsze pierwszy problem jaki ludzie mają z The Offspring - ich oszałamiająca kariera, która pod koniec dekady lat 90 przyciągnęła wielu zwolenników, ale też wiele podejrzeń i krytyki. Nawet ja miałem swoje wątpliwości spotykając się z sympatycznym wokalistą zespołu rankiem przed kompletnie wyprzedanym małym koncertem w Londynie, zorganizowanym specjalnie dla najwytrwalszych zwolenników i dalekim od przepełnionego sławami ubawu z zeszłej nocy. Na korzyść Dextera trzeba przyznać, że jak tylko zaczynasz z nim rozmawiać, uświadamiasz sobie, że spotkałeś kogoś doskonale zdającego sobie sprawę z miliardów sprzeczności właściwych dla zespołu punkowego, który odniósł sukces. Dostrzegasz też, że dekada ciężkiej pracy, która poprzedziła eksplozję popularności The Offspring związaną z singlem "Come Out And Play" w 1994, dała im głębię i energię, o które trudno było by ich posądzić. Po sformowaniu się w Orange County w 1983 (koncert Social Distortion) The Offspring spędzili dobre 10 lat grając po spelunach, uciekając z zadym i nie osiągając nic zanim ten singiel wystartował.; to im dało skromność , której byś nie oczekiwał. Teoria, że The Offspring i im podobni (Green Day, Pennywise, itp.) po zwyczajnie sprzedali ducha roku '77 w zamian za masowy sukces naprawdę nie trzyma się kupy jeśli grupa ma za sobą taką długą, szlifującą i w końcu cholernie szczęśliwą wspinaczkę. Zaczyna się rozumieć, że paradoks alternatywnej rockowej grupy, która dobrze się sprzedaje pojawia się tylko w tedy, gdy potrzebujesz czegoś, żeby im dokopać - a jeśli potrzebujesz ich zdołować to najwyraźniej sam nie jesteś wystarczająco alternatywny, żeby pozostać obojętnym wobec nich. Mimo wszystko podejrzliwość wobec wszystkich amerykańskich punków podyktowała mi pierwsze pytanie: jak, u diabła, Orange County dało początek nowemu rodzajowi punka? Palmy, słońce i bunt?

"Tam jest inaczej" - Dexter uśmiecha się z zakłopotaniem - "To nie Seattle. Nie ma tam prawdziwej sceny, bo poza zespołami nie ma żadnej społeczności artystycznej jako takiej, ani miejsc gdzie można grać. Kilka zespołów radzi sobie dobrze mając zupełnie inny styl, więc pojawienie się ostatnio tylu grup stamtąd to po prostu przypadek. Potrzebna jest możliwości rozwoju dla grupy, a wiele grup nie ma tej szansy, bo natychmiast znajdują się w centrum uwagi. Bycie odrobinę poza tym wszystkim, w Orange County, bez wędrowania po Sunset Strip jak każdy inny zespół, oznaczało możliwość zachowania właściwej perspektywy i nie stania się częścią pieprzonego Vegas - w ten sposób mogłeś pozostać sobą.
Orange County to bardzo zaściankowe miejsce, na pozór bardzo konserwatywne, i prawie opresywne z powodu tej fasady, nawet jeśli za zamkniętymi drzwiami ukrywa się masa gówna. Zupełnie jak by to było The Waltons na wierzchu i Twin Peaks wewnątrz. Tam jest zawsze brudna podszewka tego wszystkiego. Na pozór jest satysfakcja i szczęście z realizacji amerykańskiego sposobu życia i w rzeczywistości to perfekcyjna realizacja amerykańskiego stylu, tego mitu z lat '50 o postępie, technologii i dostatku tworzących ludzkie szczęście. Tyle że wewnątrz tych wszystkich domów, są pokoje pełne ludzi na kanapach, do których dociera, że cały ich styl życia cuchnie i jest pusty, i że to wszystko nie powinno być szanowane i powtarzane, ale należy to rozwalić, szydzić i wyśmiewać się z tego. Jak masz takie środowisko, to punk od razu zaczyna mieć sens."

A czerwona mgła buntu już się rozwiewa, ponieważ sukces idzie z tym wszystkim na kompromis.

"Przede wszystkim" Dexter mówi spokojnie "Myślę, że potrzebowaliśmy sukcesu, żeby nagrywać takie płyty jakie chcieliśmy nagrywać. Byłoby niesamowicie trudno zrobić taką płytę jak "Americana", będąc częścią takiej sceny jak dawniej. Chcieliśmy być dalej prostolinijni, ale jednocześnie ciągnęło nas w różnych kierunkach, więc pod względem muzyki jeśli punk jest prawdziwą wolnością a nie jakimś tam kierunkiem ograniczającym jak kaftan bezpieczeństwa, w który trzeba się wpasować, to sukces pozwolił nam być bardziej punkami niż kiedykolwiek wcześniej. Znaleźliśmy się w czymś w rodzaju pułapki, z jednej strony 'jesteśmy punkami i gówno nas obchodzi co ludzie o nas mówią', i naprawdę nie obchodzą nas oskarżenia, że się sprzedaliśmy, ponieważ ludzie, którzy nam to zarzucają nie znają nas, nie słuchają nas, a zasada, którą bronią to nic innego jak faszyzm. To po prostu jest sprzeczne z punkiem, sprzeczne z wolnością, sprzeczne z liberalizmem i totalnie elitarne. Ale jednocześnie nie chcielibyśmy stać się jeszcze bardziej popularni, ponieważ coś w tym jest, że jeśli wciąga cię rock'n'roll to musisz pozostać z wśród tych gorszych, musisz na zawsze pozostać jednym z nich, dla punka to nawet jest ważniejsze."

Myślisz, że wciąż jesteś jednym z nich?

"Wciąż źle się czujemy w głównym nurcie. Potrzebujemy buntu, potrzebujemy być przeciwko establishmentowi - ludzie mogą mówić, że teraz to my jesteśmy establishmentem, ale to nie prawda. Fakt, że odnieśliśmy sukces, dla mnie znaczy tyle, że jest o jedną, gównianą płytę mniej na listach przebojów; to pokazuje, że wśród ludzi wciąż są tacy, których obchodzi muzyka i mówienie czegoś szczerego, ale to nie jest tak, że przewodzimy jakiemuś natarciu, czy ruchowi, i to nie dla tego wciąż gramy."

Czy nie uważasz, że krytyków sprowokowało coś więcej niż zazdrość?

"Jasne. Kiedy zespół staje się wielki - jak powiedzmy np. Guns'n'Roses, albo Nirvana - to staje się zaprzeczeniem roc'n'rola, prawie. Spróbuj i zmierz się ze tą sprzecznością między sukcesem a intencją, to jest właśnie to z czym Kurt Cobain musiał się siłować, i on miał do tego zupełnie inne podejście niż G'n'R. Sukces i zespół rock'n'rollowy to brzmi w sposób niezaprzeczalnie oksymoroniczny. Kto chce wysłuchiwać radosnych opowieści o ich sukcesie? A co ważniejsze skąd wezmą energię, przeciw czemu mają się buntować skoro odnieśli sukces? To jest dychotomia, z którą musi się zmierzyć, każdy zespół po odniesieniu sukcesu. Myślę, że my wciąż mamy kontakt z naszymi fanami, wciąż wiemy co ich wkurza, ale jeśli odniesiemy jeszcze większy sukces - jasne, że będą problemy."

Ale w morzu rąk i zapalniczek, jak można czuć tą samą bliską wierność z publicznością jaką kiedyś mieliście?

"Nasi fani się zmienili, nasza muzyka się zmieniła. Kiedyś dokładnie wiedzieliśmy kim są nasi fani, ale jak tylko dochodzisz do tych śmiesznych liczb, które nam powtarzają cały czas, znajdujesz się w innym wymiarze. - nie możesz począć miliona ludzi. Ale czuję, że ogólnie wciąż mamy z nimi kontakt. Nasi fani nie są fanami ekstremalnych gatunków muzyki, to są dzieciaki, które lubią cięższą muzykę i są bystre, nie są niewolnikami mody. Chcą czegoś innego, czegoś co jest poza osobowością i gównem."

Jak myślisz jaki wpływ macie na dzieciaki, które są wami zafascynowane?

"Mamy nadzieję, że skłonimy ludzi do tego by sami myśleli za siebie, pokopali głębiej, zanurzyli się w sobie. Najbardziej dumny jestem, gdy dzieciaki mówią, że przekonaliśmy ich do Social Distortion, Crass, czy The Descendants; zawsze próbujemy mówić ludziom, że jeśli lubią nas to będą cholernie kochać wszystko to co nas wciągało. Właśnie dlatego Nitro (punkowy label założony przez Dextera i basistę Grega Kriesela w '95) jest takie ważne dla nas, to sposób na to by coś oddać. Takie jest zadanie dobrych zespołów - nakręcać ludzi we wszystkie te różne kierunki. Niesamowite jest to, że dzieciaki zaczynają od nas, potem zaczynają słuchać coraz cięższych rzeczy i na koniec nas nienawidzą! Opluwają nas na naszej oficjalnej stronie internetowej i przychodzą do zaprzyjaźnionych z nami sklepów płytowych, żeby powiedzieć, że jesteśmy beznadziejni. To jest cool, to jest właśnie to co chcieliśmy osiągnąć."

Co utrzymuje was przy zdrowych zmysłach? Kiedy jest się wszędzie jak można pozostać sobą?

"Wracamy do domu. To ogromnie pomaga. Poszedłem do mojej dawnej szkoły w ostatni weekend i spotkałem się z tymi wszystkimi nauczycielami, którzy kiedyś mówili mi, żebym dał sobie spokój z punk rockiem i został chemikiem. To było cool. Jak długo masz możliwość powrotu do tego rodzaju stabilności pozostajesz przy zdrowych zdrowy psychicznie. Także reszta zespołu trzyma cię na ziemi; jeśli zaczniesz się zachowywać jak dupek to pierwsi ci to powiedzą, ponieważ znamy się od tak dawna i właściwie razem uczyliśmy się o tym odjechanym business'ie. Razem dorośliśmy."

Więc jeszcze nie macie napadów złości jak u rock'owych gwiazd? Nie ma wojen o lustro w garderobie ani przeklinania świata kiedy drzwi są zamknięte?

"Nie jesteśmy z tego typu. Musisz zrozumieć, że granica pomiędzy byciem muzykiem i byciem gwiazdą to porostu kwestia ego. Jest taki moment, że przestajesz być muzykiem i zaczynasz być gwiazdą i my tego unikamy za wszelką cenę, nie dlatego, żeby nam to groziło, ale dlatego że cała geneza zespołu wywodzi się z niechęci do tego rodzaju rzeczy.
Kiedy zaczynaliśmy, rock wielkich fryzur był u szczytu popularności, ta pompatyczność i niedorzeczność gwiazd rocka, które miały niewiele wspólnego z codziennym życiem. Nie zapomnieliśmy tego gówna, nie zapomnieliśmy jak bardzo tego nienawidziliśmy. Kiedykolwiek spotka nas coś wielkiego śmieszy nas to, bo to porostu wygląda jak zaprzeczenie oczekiwań jakie mieliśmy zakładając ten zespół."

Więc powiedział byś, że podstawą doświadczania bycia gwiazdą pod koniec lat '90 jest zastanawianie się jakie u diabła powinno być 'czucie się gwiazdą'?

" Jasne, absolutnie. To wszystko zaczęło się od Nirwany, bo to oni zmienili zasady gry. Pokazali, że można być any-gwiazdą, Metallica też to pokazała. Totalny any-wizerunek. To naprawdę nas zainspirowało. Teraz, kiedy jesteśmy na listach przebojów, mamy duży nakład albo dostajemy jakąś nagrodę ludzie wymachują rękami, klepią nas po plecach i mówią nam, że musimy czuć się wspaniale. Ale my czujemy się źle stwierdzając takie rzeczy, ponieważ to nie jest prawdziwa przyczyna dla, której gramy. Jest coś satysfakcjonującego w tym, że możesz zobaczyć takie zespoły jak Rage Against The Machine na listach przebojów. Czujesz się tak jakbyś wyciągnął flagę, bo wreszcie znalazło się tam coś dobrego, coś w co wierzysz. Ale ludzie tak wiele zapominają , kiedy zaczynają myśleć wyłącznie o pozycji na listach. Tak naprawdę chodzi o związek z ludźmi, możesz to osiągnąć sprzedając milion egzemplarzy, albo sprzedając ich tuzin - właśnie dlatego Nitro jest dla mnie takie ważne, bo utrzymuje nas w kontakcie z sprawami, o których łatwo zapomnieć. Kiedy masz okazję zobaczyć AFI (podopiecznych Nitro) grających i widzisz jak 300 dzieciaków szaleje za zespołem, który nigdy nawet się nie zbliżył do radia czy MTV - to mnie podnieca, to jest właśnie przyczyna dla której zacząłem grać."

I nawet mu uwierzyłem, więc będę musiał wykreślić The Offspring z mojego małego, czarnego notesu nazwanego ' Gdy nadejdzie rewolucja ci będą pierwsi do odstrzału'. Czy nie wkurza was, kiedy musicie przyznać się do pomyłki?
Mówiąc prawdę inna oczywista jakość przekonująca do The Offspring, to coś o czym się rzadko wspomina: ich muzyka. 'Americana' jest jednym z najlepszych albumów roku 1998, nie tylko ze względu na rozkwit struktury dźwięku, tak zaskakujący w przypadku zespołu często oskarżanego o bazowanie na podstawowych akordach, ale też ze względu na dowcip i zjadliwość tekstów Dextera Hollanda. Jest w nich szydercza prośba o ratunek dla Ameryki tworzonej na miękkich kanapach; sardoniczny, zbulwersowany ale i zafascynowany protest ze środka śmietnika kulturalnej mieszaniny. Wobec amerykańskiej rozrywki zmieniającej się w pokaz walk dziwolągów i moralnością wtapiającą się w klimat oskarżeń i strachu, 'Americana' w samą porę przypomina, że zachowanie własnych poglądów, pozostanie czujnym i olanie tego to co zostało wepchnięte do twojego domu jest najlepszym protestem ze wszystkich. Co więcej wielki sukces tego album dowiódł, że wielu z podobno głupich konsumentów doskonale rozumie, że rzeczy zmierzają w złym kierunku. I mogą spojrzeć przez lupę prosto w czarne serce Ameryki. Dla Dextera to wciąż jest najbardziej wkurzający i fascynujący kraj na ziemi.

" W Ameryce konserwatyzm i dziwactwo idą teraz ramię w ramię" - podkreśla wyraźnie zapalając się do tematu bliskiego jego sercu - " i myślę, że znów mówimy o Orange County, to jest dokładnie to co zainspirowało wiele z zespołów. Konserwatywna strona sprawia, że dzieciaki się buntują, życie jest takie nudne, że dzieciaki potrzebują czegoś żeby się zająć. W ten sposób konserwatywna twarz amerykańskiej kultury i amerykańska moralność inspiruje ludzi do stania się bardziej dziwacznymi. Ponieważ media są takie wszechobecne, ponieważ to wszystko sięga do każdego domu w sposób w jaki nie było to możliwe 20 czy 30 lat temu, każdy mały sekret musi być ujawniony, BigBrother wszędzie się wślizguje. Jestem pewien, że wielu rzeczy, które wydają się szokujące mnie czy tobie zawsze istniały, tematy na programy jak z Rikki Lake i Jerry Springer'a czekały za każdym płotem, ale teraz nie ma możliwości żeby takie rzeczy pozostały w ukryciu, ludzie są zachęcani do eksponowania tego obrzydlistwa."

Czy zatem chciałbyś powrotu do rodzaju szczerego konserwatyzmu lat 50, kiedy to trzymano brudy w ukryciu?

"Nie, bo tego rodzaju opresywny konserwatyzm powodował piętnowanie wszystkiego co nie było konwencjonalne, a potem te rzeczy jątrzyły się stając się patologiami. W tym zakresie mam dość lewicowe spojrzenie i myślę, że liberalne podejście do ludzkich zachowań, próba zrozumienia ludzi, zawsze tworzy środowisko, w którym te sprawy mogą być otwarcie przedyskutowane i rozwiązane. Problem z Ameryką w tej chwili jest w tym, że wszystko o czym się mówi jest podporządkowane temu, kto ogląda, ktokolwiek to ogląda, więc wszystko jest skażone czyimiś interesami. W ten sposób to wszystko staje się niemal załamujące. Chcesz czegoś w co można wierzyć, co jest czyste i szczere, ale wszystko czyste i szczere tylko czeka na to by zostać pokazane jako pusty pozór. Powiedziałbym, przewrotnie, że wciąż wierzę w tradycyjne wartości, ale wszystko staje się tak szybko opatrzone, że miałbyś problem ze znalezieniem kogoś, kto wciąż opowiada się za tradycyjnymi wartościami, musząc stawiać czoła wszystkim tym śmieciom i horrorowi dookoła."

To w końcu jesteś jednocześnie zainteresowany i zdegustowany tym co kryje się po amerykańskim dywanem?

"To jest problem, no nie? Trochę mnie fascynuje ten śmietnik ale i mocno odrzuca w tym samym czasie. Myślę, ze ważne jest skomentowanie tego, pokazanie absurdalności tego wszystkiego z punktu widzenia kogoś kto w tym nie uczestniczy, zachowanie krytycznego dystansu. Myślę, że pisząc teksty biorę rzeczy, które ludzie ogólnie czują, rzeczy o których wszędzie się mówi, ale których nie zobaczysz w kulturze. 'Pretty Fly (For A White Guy) to dobry przykład. Doprawdy nie mam pojęcia dlaczego ludzie czują się tak obrażani przez tę piosenkę."

Ach, prawie bym zapomniał o mojej ostatniej uporczywej wątpliwości. Mega-hit 'Pretty Fly...' przywrócił The Offspring popularność, po tym jak 'Ixnay On The Hombre', następca 'Smasha' sprzedanego w 11 milionach egzemplarzy, wydany w 1997 sprzedał się tylko w 3 milionach kopii. A na Dextera razem z resztą załogi Gregiem Kriesel'em, Noodles'em i Ronem Welty spadły oskarżenia o kontrowersyjne, anty-pozerskie przesłanie. Jeśli biały zespół zaczyna mówić o czarnej muzyce to zawsze wywołuje to napięcie. Niepokój związany z twierdzeniem, że hip hop to właściwie parada stereotypów dla zabawienia białej klasy kulturalnych turystów mających forsę...

"Jednak my lubimy hip hop a to nagranie nie jest o fanach hip hopu, ale o ich naśladowcach. To w żadnym razie nie jest piosenka wyłącznie o hip hop'ie i ktokolwiek twierdzi, że jest inaczej albo jest celowo nieszczery dla udowodnienia swojej racji albo dopatrzył się znaczenia, którego tam po prostu nie ma. To jest atak na wszystkich pozerów. Prawda jest taka, że wobec politycznej poprawności i pola minowego jakim są stosunki rasowe, jakakolwiek piosenka odnosząca się do hip hop'u wywołuje szum, to taki kulturowy dyktat, że nie możesz mówić o tych rzeczach.
Zdawałem sobie sprawę jeszcze zanim to nagranie się ukazało, że samo powiedzenie 'biały facet' w tekście może być kontrowersyjne. Próbowałem się upewnić, literacko, że wyrażam dokładnie to co chciałem wyrazić, tak żeby nie mogło to zostać źle zinterpretowane. Próbowałem być naprawdę wrażliwy odnośnie problemów rasowych. Nie mówimy o kulturze hip hop'u w tej piosence, mówimy o kulturze broni i wozów; mieliśmy nadzieję, że to omija kwestie rasy. Ale każdy o tym mówił, każdy to zauważał, i w chwilach próżności miałem nadzieję, że każdy kto jest taki jak facet z tej piosenki będzie miał ją odśpiewaną nad sobą. Nie chodzi o to, że nagranie stało się częścią kulturowego leksykonu, ale raczej o to, że wyraziliśmy coś, co zauważało wielu ludzi, ale nikt publicznie o tym nie mówił."

A kontrowersje wokół tej piosenki to pewnie testament dla kultury bojącej się samej siebie i uważającej, żeby nikomu nie nadepnąć na palce?

"Jasne. Jest tyle strachu. Nikt nie chce brać odpowiedzialności za własne działania. Są procesy, kultura terapii w pracy. To sprawia, że ludzie się boją; ludzie tak się boją, że zranią sami siebie, że wszyscy ograniczają się coraz bardziej. Ostatecznie nasza postawa jest taka, że osiągnięcie całkowitej wolności idzie w parze z całkowitą odpowiedzialnością.
Wiem, że to brzmi dziwnie, kiedy facet grający muzykę mówi o odpowiedzialności, ale dawne zasady, ten rodzaj poczucia przyzwoitości jest zanikającą rzeczą w dzisiejszej Ameryce. Ja rozumiem odpowiedzialność w radykalnie lewicowym sensie. Propaguję wolność innego rodzaju, niż ci co mówią o wolności do noszenia broni. To jest złożona sprawa, ale naprawdę uważam, że takie jest właśnie zadanie zespołu, żeby pokazywać ten rodzaj gówna.''

No i znowu wychodzi na to, że korzenie obecnego sukcesu The Offspring tkwią w ideałach punka o zdradzenie których są oskarżani. Jeżeli chodzi o Dextera to te ideały będą krzepić i zachowywać zespół bez względu na to co osiągną i kto ich będzie słuchał.

"Wytrwałość to najważniejsza rzecz jaką ten zespół ma. Trudno jest planować przyszłość, ponieważ wiele grup po wydaniu jednej dobrej płyty powoli się stacza. Naprawdę jestem szczęśliwy, że wciąż tu jestem i wciąż mam publiczność. Sukces zespołu to w dużej mierze kwestia szczęścia, ale my osiągnęliśmy sukces wbrew wszystkim przeciwnościom. 'Come Out And Play' zostało wydane przez niezależną wytwórnię (Epitaph), nie zostało wpompowane na szczyt przez ten przemysł, nie wkładano w ten singiel pieniędzy do momentu, aż uda się go wypromować - ten singiel odniósł sukces, ponieważ podobał się ludziom i nie rozumiem jak ktoś może mieć problem z akceptacja tego.
Nigdy czuliśmy się pozbawieni kontroli nad tym co się działo, co znowu wywodzi się z tego jak zaczynaliśmy. Tłoczyliśmy własne single, drukowaliśmy napisy na koszulkach i próbujemy zachować ten sposób myślenia. Sukces oznacza, że nie możemy zachować anonimowości, ale i tak nie jest aż tak źle. Możemy iść na zakupy. Problem z sukcesem jest taki, że musisz wytworzyć sobie sposób reagowania na niego. Na początku po prostu musisz go ignorować. Próbujesz też zawzięcie kontrolować go, upewniać się, że twoja własna integralność nie poszła na kompromis, że nie zmuszono cię do niczego z czym nie jesteś szczęśliwy. W pewnym momencie musisz mieć umiejętność oderwania się od tego wszystkiego, śmiania się z tego. Rozwalić to. Pieprzyć konsekwencje. Musisz być zdolny do zachowania tej wolnej części siebie, albo zmienisz się w towar, który wstydzisz się sprzedawać. To się jeszcze nie stało. Kiedy to nastąpi, ja znikam, to ci mogę obiecać."

Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiał mu o tej obietnicy przypomnieć. I nigdy bym nie przypuszczał, że skończę mówiąc takie rzeczy. Hej, co za zaskoczenie. Pasja. Zaangażowanie. Pieprzony punk rock. I kto by pomyślał?

 

 

 

16) Noodles on...
Ciekawe poglądy Noodles'a ;)


 

Są uznani za gwiazdy nr.1 na całym świecie ze wspaniałym "Prety Fly" i znacznie rozwinęli się od swoich punkowych początków. The Offspring są super-mega-wielkimi, sprzedającymi swoje płyty w multi-milionowych nakładach gwiazdami rocka, które zasługują na nasze uznanie i adorację. A więc Rock Sound, zaprosił Noodles'a na najbardziej pospolitą pogawędkę, jaką mogli wymyślić. 
"Podsuwaliśmy mu tylko słowa i oczekiwaliśmy co z tego wyniknie..." 

Sex Pistols: Ahh... to było moje pierwsze punkowe nagranie. Przedtem słuchałem rock'n'roll'owych płyt ojca i nagrań kuzyna, ale Sex Pistols, byli pierwszymi, którzy się dla mnie naprawdę liczyli. Większość moich przyjaciół reagowała: "Hej! Punk rock. Co ty w ogóle robisz? Czego ty słuchasz?!". Słuchali wtedy Van Halen, czy czego tam kolwiek. 

Pretty Fly: Kurwa, co mam niby powiedzieć? (śmiech). To tylko taka zabawna piosenka. 

Sex: Nie mogę się doczekać, kiedy pójdę do domu i będę uprawiał sex z moją żoną. 

Śmierć: Boże... właśnie niedawno przeczytałem tą książkę "Better To Burn Out", która jest o kulcie śmierci w rock'n'roll'u i omawiani są w niej wszyscy od Buddy'ego Holly'ego, po Christiana Death'a. Nie wiem po co ją przeczytałem. Nie myślę dużo o śmierci. Nie martwi mnie umieranie. 

Pdn. Kalifornia: Południowa Kalifornia? Południowa Kalifornia kurwa rządzi, bo możesz wstać rano, iść posurfować, potem jechać w góry na snowboard, a później w dół do Hollywood, albo klubów w Orange County. Poza tym ma najlepsze na świecie meksykańskie jedzenie! 

Miłość: Piwo!! (śmiech) Nie, teraz już nawet nie piję dużo. 

Narkotyki: Nigdy mnie nie ruszały narkotyki, z wyjątkiem piwa. Piwo zabiera Offspring'owi dużo czasu i energii, haha. Ale oprócz tego nie mieszamy się dużo w prochy. Mamy to już jakby za sobą. 

Wojna: To raczej przygnębiający temat. Wojna jest do dupy, to nic dobrego...cóż mogę dodać? 

Książki: Czynią cały ten czas oczekiwania znośnym. Kiedy jesteś na tournee jest strasznie dużo pośpiechu, a potem czekania. Więc bierzesz książki ze sobą i wtedy tak właściwie nie czekasz tylko czytasz. To dużo przyjemniejsze. 

Zespół: Trzymamy się razem; jesteśmy dla siebie bardziej jak bracia, niż przyjaciele. Już prawie 14 lat, jak jesteśmy w tym zespole. Nie mogę w to uwierzyć. Rozumiesz, znam ich lepiej niż własnego brata! 

Malarstwo: Jestem daltonistą, więc... 

Ego: George Michael. 

Orgazm: George Michael. (śmiech) Orgazm publiczny!! 

Sława: David Bowie. 

Kino: Quentin Tarantino. 

Telefon: To jeden z największych rachunków jakie dostaję, bo zawsze wydzwaniam do domu. Mam żonę i córkę, tam w domu, wszyscy właściwie mamy, więc spędzamy dużo czasu na telefonach. 

Kawalerstwo: Nie tęsknię do bycia kawalerem. Jestem dosyć niedługo po ślubie, nawet nie cały rok, więc pogadamy w przyszłym roku, to się zmienię, haha! A tak serio to lubię mieć kogoś w domu, to miłe. 

Dzieci: Mogą cię nauczyć bardzo dużo o tym, kim jesteś. To dużo pracy i wiele poświęcenia. Moja córka, Chelsea, ma 9 lat i tęsknie za nią gdy jestem w trasie. 

Telewizja: Telewizja jest do dupy! Ale może być też dobra. Jest jak narkotyk. Dużo ludzi, których znam i którzy spędzają czas w barach pijąc, robią to przed TV. Wyłączają swój mózg. 

Pocałunek: Może znaczyć tak wiele, lub tak mało. Zależy od czasu, miejsca i osoby. (śmiech) 

Występy: To dla nas wszystko. Nie ma za cholerę innej drogi, żebym miał podróżować, tak dużo jak my i być z dala od żony i dziecka, gdybyśmy nie mieli grać każdej nocy. 

Kultura: Zatytułowaliśmy album Americana, bo kiedy ludzie mówią o Ameryce, zwykle odnoszą się do ślicznych i dziwnych, idyllicznych przykładów Amerykańskiej kultury. To nagranie to obraz tej drugiej, przeciwnej strony Amerykańskiej kultury. Rzeczy nie są tak proste i śliczne. Dawaliśmy trochę bardziej zrównoważone spojrzenie, niż to co wiele ludzi chciałoby, żeby inni myśleli o Ameryce. 

Pisanie piosenek: Dexter (śmiech). 

Vany: Łatwo poczuć nostalgię na wspomnienie czasów, kiedy ruszaliśmy na trasę w vanie. Byliśmy wtedy pijani przez cały czas podróży. Ale, hej dzieciaki, nie pijcie, gdy prowadzicie, haha. 

Sexizm: Kurwa! Er...Myślę, że wszyscy jesteśmy sexistami. Nie mówię tego jako usprawiedliwienie, tylko jako ostrzeżenie, chyba... 

Magazyny: Czytam ostatnio magazyny gitarowe jak szalony, tylko próbując się nauczyć tabulatur. 

Poezja: Dla mnie to tylko słowo, które ma związek tylko ze... schlebianiem, dosyć delikatną rzeczą, jednak lubię dużo poezji. 

Cynizm: Er... To nie jest coś czego gramy za dużo w Offspring. Jesteśmy raczej optymistycznym zespołem. Są rzeczy, które nas wpieprzają, ale myślę, że nie jesteśmy cyniczni. Sądzę, że Americana to trochę cyniczna piosenka, to fakt, ale nie jesteśmy cynicznym zespołem. 
tłumaczenie: Deep_Blue


Pochodzenie wywiadu Z kim? język 
ROCK SOUND (kwiecień 1999) Noodles PL 


> > > W S T E C  Z < < <

 
   
  do góry  
 

> WYWIADY <

   
  1) Dexter o AFI i TSOL a także działalności Nitro Records
2) Wywiad z KERRANG!
3) Wywiad z Dexterem zaczerpnięty z FLUX
4) Marcin Prokop rozmawia z Noodlesem (Machina)
5) Dexter o Staring at the sun
6) Artykuł z Rolling Stone magazine, 31 pażdziernika 2000
7) Część artykułu z Rollingstone magazine, 7 pażdziernika 2000
8) Artykuł z Wall of Sound, 25 września 2000
9) Wywiad przeprowadzony przez francsuką radiostaję >MP3<
10) Rozmowa Joey Ramone z Dexterem
11) Dexter o kawałku Beheaded
12) Offspring o pracy z perkusistą Garbage
13) Wywiad z Technicznym Grega K i Dextera
14) Wywiad z Gregiem K przeprowadzony na polu golfowym
15) Dexter o "Conspiracy Of One"
16) Artykuł z angielskiego "Metal Hammera"
17) Noodles on...